Jak zwykle w poniedziałek, siadam przed kanapą i włączam telewizor. To właśnie ten dzień, w którym leci cotygodniowy odcinek RAW. Od kąt pamiętam, oglądam te odcinki i jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się któryś pominąć. Uwielbiam oglądać te świetne akcje, wykonywane przez zawodników na ringu. Są tacy wysportowani i pełni wigoru. Trzymają się swoich zasad i to podoba mi się najbardziej. I mimo że w tym sporcie, można było łatwo załatwić sobie wizytę u chirurga, to po prostu kocham go i chciałabym być częścią jego. Moim największym marzeniem jest stanąć na tym ringu, a w ręce trzymać lśniący pas mistrzowski Div. Wtedy, byłabym najszczęśliwszą dziewczyną na Ziemii. Wiem jednak, że moje marzenia nigdy nie dojdą do skutku. Moja matka, jak i ojciec nigdy nie zgodziliby się, abym choć raz wystąpiła na ring. Od dwóch lat byli głusi na moje prośby. Zasypywali mnie argumentami typu "jesteś naszą jedyną córką, a co jeżeli Ci się coś stanie?" Tak, mieli racje, jednak mam już dosyć bycia księżniczką na ziarnku grochu. Chcę uwolnić się tych murów które wokół mnie utworzyli już dawno temu, a ja ich po prostu nie zauważałam. Postawie dziś sprawę jasno.
Po czym zagłębiłam się w walce, pomiędzy Randy Ortonem a Johnem Ceną. Walka była bardzo zacięta, i żaden nie chciał się poddać. Randy i John to jedni z najlepiej walczących zawodników, ale i najwięksi wrogowie dlatego nie mam swojego faworyta. Wygra lepszy i ten któremu dopisze szczęście tego dnia. Wpatrywanie się w ekran telewizora, przeszkodził mi mój telefon, który zaczął dzwonić. Szybko podeszłam do stolika i wzięłam do ręki małe urządzenie. Dzwoniła moja przyjaciółka An. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha. Po chwili usłyszałam ściszony głos mojej przyjaciółki.-Hej laska, co robisz?-spytała, jakby nie wiedziała że oglądam RAW. Po tych 11 latach, spędzonych razem mogłaby to zapamiętać.-Oglądam telewizję-odrzekłam bez humoru. Głos komentatora się podniósł, a kiedy obróciłam się aby zobaczyć co się stało, John leżał na deskach, zwijając się z bólu. Cholera, przegapiłam najlepszą akcję. -Twoja mama do mnie dzwoniła, bo ty nie odbierasz, i mówiła że przyjadą dziś do Chicago-powiedziała radośnie. Niemożliwe.-Jesteś pewna, powiedziała tak?-moi rodzice bardzo rzadko bywali w domu, trudno było ich też złapać w jednym miejscu. Bo kiedy media oświadczały że popołudniu byli w Las Vegas, wieczorem witali Portland. Jeszcze chwilę porozmawiałam z Anne i rozłączyłam się, kłamiąc że jestem zmęczona. Kiedy wróciłam na skórzaną kanapę, na ekranie właśnie pojawiła się Stephanie McMahon, moja mama. Wyglądała idealnie, jak zwykle. Miała spięte włosy, delikatny makijaż a ubrana była w granatową ołówkową spódnicę i białą koszulę. Elegancja zawsze była jej autem. W ręku trzymała mikrofon z logiem federacji, przyłożyła go do ust i przerwała walkę, przekładając ją na inną datę, oraz robiąc z niej walkę o pas mistrzowski, aktualnym jego posiadaczem był John. Pokręciłam głową, rozumiałam że to czysty biznes i chodziło o więcej rozrywki, ale coś takiego? John miał ten pas, zaledwie dwa tygodnie. Moja matka była czasem niereformowalna. Czysty biznes...przecież pamiętam.
W głowie układałam już przemówienie, za i przeciw, mojej karierze ale i tak wiedziałam że je zapomnę. Stres był moim najgorszym przeciwnikiem, którego za cholerę nie umiałam przezwyciężyć. Spojrzałam na zegarek ścienny który wskazywał godzinę dwudziestą trzecią. Powoli moje powieki stawały się coraz cięższe, ale nie mogłam przegapić przyjazdu rodziców. Nie widzieliśmy się już półtora miesiąca. Bardzo za nimi tęskniłam. Brakowało mi oglądania razem telewizji, wspólnego leniuchowania w niedzielne dni. Aż w końcu, doczekałam się. Punkt druga, usłyszałam parkujący samochód na podjeździe, jestem pewna że to oni. Wybiegłam z domu w samej piżamie, potykając się o framugę dębowych drzwi. Czerwone ferrari ojca, dumnie prezentowało się na betonowym parkingu, a z niego równie dumna wysiadła para ludzi. To byli moi rodzice. Uśmiechnięci i szczęśliwi, jak zawsze. Pokonałam kawałek dzielący mnie od nich i rzuciłam im się w ramiona. Przytuliłam najpierw mamę, a później tata oplótł nas swoimi ramionami.-Strasznie za wami tęskniłam-wyznałam i odchyliłam głowę aby lepiej ich widzieć. W oczach mamy dostrzegłam łzy.-My za tobą także, prawda Steph?-szepnął ojciec. Kobieta tylko energicznie potaknęła głową i mocniej wtuliła się we mnie. Całą trójką wróciliśmy do naszego domu i od razu usiedliśmy na podłużnej kanapie, umieszczonej na środku wszechstronnego salonu, w którym spędzałam połowę swojego wolnego czasu. Połowę, bo druga połowa spędzana była w pobliskiej siłowni-Co u Ciebie słychać? Mów mi tutaj wszystko-zażądała rodzicielka wesoło się uśmiechając.-Cóż, tak w sumie to nie zrobiłam nic ciekawego..-zaczęłam jednak nie dane było mi dokończyć.-A co z wnioskiem na studia?-wcięła się brunetka. Spięłam się na dźwięk tego słowa. Rodzice kazali mi iść na medycynę, ale ja nie widziałam siebie za parę lat w białym fartuchu, ratującą ludzi. Sama nie jestem w stanie zadbać o siebie, a co dopiero o innych ludzi. Jednak, ciężko było jej cokolwiek przetłumaczyć.-Nic nie wysyłałam-wzruszyłam ramionami. Widziałam jak mina mojej mamy poważnieje i zaciska szczękę.-Co ty sobie wyobrażasz Aileen?!-wstała zrzucając wszystko co było na stoliku.Łącznie z porcelanowym talerzem. Przestraszyłam się, w życiu nie przypuszczałabym że aż tak wybuchnie. Szczęście że tata był w pobliżu i odciągnął ją ode mnie.-Nie chcę być ani lekarzem, ani dentystką, ani nawet weterynarzem! Zrozumiesz to?-podniosłam głos. Miałyśmy dobre relacje, jednak kiedy w grę wchodziło moje wykształcenie nie miałam nic do gadania.-Jak, dziecko? Nie będziemy żyli wiecznie, z czegoś będziesz musiała się utrzymywać-wtrącił spokojnie tata, rzucając mi srogie spojrzenie. Kochałam to jego opanowanie, dawało mi powód do racjonalnego myślenia.-Wiem, co chcę robić w życiu..-zająknęłam się i zakryłam twarz dłońmi. Teraz albo nigdy. -Chcę zostać wrestlerem, tak jak ty i tata-powiedziałam na jednym wdechu. Przez chwilę nikt nic nie mówił, słychać było tylko tykanie zegara.-Wykluczone-warknęła kobieta trzymając się za głowę, którą kręciła.-Nie chcę być już w tej, szklanej bańce którą mnie otoczyliście. Chcę robić to co kocham. Proszę-szeptałam. Łzy napłynęły mi do oczu. Wiedziałam że nie zrozumie mnie, wiedziałam. Mimo to, liczyłam że tym razem się uda. Nadzieja umiera ostatnia.-Co odwiedzie Cię od tego pomysłu, córciu? Nowy komputer? A może wycieczka do Las Vegas?-proponowała nie zaszczycając mnie nawet wzrokiem. Cholera, właśnie przed chwilą powiedziałam jej że mam dosyć tego rozpieszczania i tego idealnego życia, a ona dalej ciągnie swoje. Niczym jak zacinająca się płyta. Padło kilka nie potrzebnych słów. Nie wiem co powiedzieć, dokąd iść, nawet nie wiem co myśleć. Mam pustkę w głowię, pęknięte serce i nogi jak z waty. Idealne połączenie. -Daj mi szansę-szlocham w rękaw piżamy.-Damy Ci ją, ale tylko jedną..
Tutururu tuturutu
Oto i on, pierwszy rozdział! W zasadzie, pisanie mi go wydawało mi się wiecznością i kiedy patrze na niego, myślę czy nie dało napisać się tego lepiej. Jedak potem stwierdzam, że i tak będzie on betowany więc nie ma co się przejmować. Jeżeli coś Wam się nie spodobało, lub przeciwnie, powiadomcie mnie o tym w komentarzu poniżej! :) Do zobaczenia, mam nadzieję za niedługo
poniedziałek, 27 czerwca 2016
00.
Zastanawiałeś się kiedyś nad tym, jakie życie wiedzie córka rodziny McMahon? W końcu, to wnuczka założyciela federacji WWE. Jedyna córka Stephanie i Thriple H, od urodzenia nazywana Angel. Delikatna jak płatek śniegu, piękna niczym błękit nieba, idealna pod każdym względem Aileen McMahon. Co, jeżeli jednak ten ideał zapragnie sprawdzić swoje siły w dziedzinie sportu, jaką jest wrestling? Czy rodzice i fani, dzadzą jej szansę? I co do tego wszystkiego ma Cm Punk oraz John Cena?
Subskrybuj:
Posty (Atom)